Pewnego dnia zdarzyła się okropna tragedia, w której, niestety, brałem udział.

Przechadzając się alejami miasta spostrzegłem kilku gości. Byli ubrani w czarne kolory, przeplatające się z moro. Kojarzyłem ich. Były to przydupasy mojego dawnego przyjaciela. Mówię dawnego, bo pewnego dnia postanowił popełnić wielką głupotę, po czym chciał mnie obarczyć winą za to. Jasne jest to, że obroniłem się. Od tamtej pory zaczęli mnie nazywać konfidentem. Kilka wyzwisk wykrzyczanych publicznie, nie robiło na mnie wielkiego wrażenia, w końcu jest to zachowanie godne podstawówki. Tym razem było znacznie gorzej.

Przechodząc obok nich zostałem dość brutalnie zaczepiony. Nie minęła chwila, a dostałem prosto w pysk. Byłem totalnie zdezorientowany, nie spodziewałem się takiej reakcji z ich strony. Myślałem, że będzie to tylko kolejna porcja obelg w moją stronę. Nie musiałem czekać na drugie uderzenie i następne. Zaciągnęli mnie do dość ciemnej uliczki. Jeden z nich był tym co przewodzi. Nosił ksywkę Kogut. Jak dla mnie wyglądał bardziej na istną kupę gówna, ale to był jego wybór. Nie gdakał, lecz był totalnie rąbnięty.

Jeden z nich postanowił od razu się na mnie rzucić z łapami. Przez chwilę tłumaczyłem mu, że nie chce się bić. Nie miałem na to ochoty. Po kilku uderzeniach w twarz, zresztą rzuconych jak grabie na polu, dostałem olbrzymiego przypływu adrenaliny. W takich momentach nie czuję już bólu. Rzuciłem się na niego. Wyminąłem i zblokowałem każdy kolejny cios. Sam ich nie zadawałem, bo dalej byłem w przekonaniu, że nie trzeba. Powaliłem typka na ziemią i przycisnąłem własnym ciałem, dusząc zarazem, aby przestał walczyć.

Na początku, gdy mnie okładał inni krzyczeli, że nie warto. W momencie, gdy go powaliłem i nie miał szans, jego kumple pytali się czy mu nie pomóc. Po pewnej chwili Kogut, złapał mnie i odepchnął na ścianę. Od razu, jak na komendę, cała zgraja tych debili, obłożyła mnie kopniakami na przemian uderzając pięściami.

Nagle huk. Obraz w oczach mi pociemniał. Zadzwoniło w uszach. Dostałem metalową rurką, co leżała obok. Po chwili dostałem ponownie. Zaczęło mnie mdlić. Padłem jak kłoda na ziemię. Przestali mnie bić. Słyszałem jedynie głos mówiący, że rurka to za mało. Rozbrzmiał agresywny dźwięk stali. Nie wiedziałem o co chodzi póki nie usłyszałem tego świstu. Poprzedził on cięcie, a potem kolejne. Nie miałem siły krzyczeć, po tym, jak dostałem w głowę. Zgasłem.

Obudziłem się dopiero w szpitalu. Nie czułem swoich rąk. Wpadłem w panikę. Będąc przykryty po szyję, nie widziałem tego co mi się stało. Natychmiast zjawili się lekarze. Opowiedzieli mi o całej sytuacji. Słuchałem o tym, jak znaleziono mnie w kałuży krwi, niestety bez rąk w pobliżu. Rozpłakałem się.

Kilka tygodni później, dostałem ofertę protez. Ucieszyłem się, że w jakimś małym stopniu, będę mógł wykonywać normalne czynności. Miały być to nowe protezy, pozwalające na odczuwanie bodźców i pełne funkcjonowanie, niczym prawdziwa ręka człowieka. Podpisałem odpowiednie umowy i zostałem przetransportowany do odpowiedniego szpitala. Stałem się obiektem testowym. Muszę przyznać, że lekko mnie to bawiło, gdy wyglądałem jak manekin mający części z innego zestawu. Byłem szczęśliwy, do czasu.

Zaczęło się od koszmarów. Zwykle miewam świadome sny, ale tym razem było inaczej. W snach, coś rozrywało moje ręce. Nie mogłem się wybudzić, a czułem nieskończony ból. Czasem też widziałem, jak robię coś czego nie chcę. W śnie moje ręce mnie nie słuchały. Potrafiłem to przetrwać, ale w pewnym momencie przeszło to wszelkie granice. Przyśniło mi się, że zabijają moją dziewczynę, wbrew mojej woli. Udałem się do lekarza w trybie natychmiastowym, a z moją połówką odwołałem każde możliwe spotkanie. Bałem się. Oczywiście lekarze gówna zdziałali. Dostałem jakieś leki na uspokojenie i miłe sny. Przez pewien czas było spokojnie. Moje normalne sny wróciły a ja nie bałem się spotkać z Natką. Czasem jedynie budzę się po innej stronie łóżka pomimo, że nigdy mi się to nie zdarzało. Występują też przypadki, że rano mam ręce wywinięte na drugą stronę. Ale przecież to tylko małe maszynki. Maszynki co szepczą mi w nocy kołysanki.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

20 − 7 =