Dzisiejszy dzień będzie w wielkim skrócie, gdyż nic się nie działo.

Wstałem rano i poszedłem coś zjeść. Oczywiście obudził mnie ojciec, na jeden ze swoich sposobów, jak strzelanie z pistoletu na kulki czy lanie wodą. Do godziny czternastej sprzątałem dom. W międzyczasie zadzwoniłem do gościa, proponującego prace budowlaną w Szwajcarii. Odebrał jakiś stary dziadek, który brzmiał jakby miał wypluć płuca. Okazało się, że był to typ z Ukrainy, więc od razu zablokowałem jego numer. Nic nie mam do tych ludzi, ale on był strasznie podejrzany. Nie powiedział mi nawet szczegółów pracy.

Następnie, na piętnastą wybrałem się do Poraja. Pojechałem na lekcję skrzypiec do Sylwii. Przez godzinę graliśmy kilka pioseneczek. Upał dziś doskwierał, co doprowadzało do błędów w graniu.

Przy powrocie miałem wielkiego farta, bo przyjechał pociąg z Częstochowy, którym wcześniej przyjechałem. Musiałem szybko biec na stację ale zdążyłem. Następnie kierunek, dom. Po drodze zjadłem lody, bo było mi za gorąco.

Teraz idę się umyć z potu i wylegiwać na kanapie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1 × 2 =