Tydzień temu w sobotę, odbyła się uroczystość z okazji drugiej edycji konkursu poetyckiego stowarzyszenia „Etiuda”. Tematem konkursu była „Wolność bez granic”, lecz tak naprawdę, temat wierszy oraz opowiadań był dowolny. Ograniczeniem była tylko i wyłącznie wyobraźnie twórców. Już samo to nawiązuję do owej wolności bez granic. Uroczystość byłą wspaniała. Choć mało ludzi to przytulnie. Sala w Mykanowie, była ślicznie dostrojona i przygotowana na witanie gości. Nie odmówiłem sobie poczęstunku. Rozpoczęto elementem artystycznym w wykonaniu kilku dziewcząt i ich piosenek a potem to na co tyle czekałem…

Ja sam na konkurs wysłałem trzy wiersze. Mój poemat, który zajął drugie miejsce to „Apokalipsa”. Niestety zapomniałem kto „przytulił” pierwsze miejsce na podium, ponieważ laureaci mieli prezentować na scenie swoje utwory i niestety nie wszyscy wygrali z tremą. Odebrali tylko nagrody i poszli. Ja jako jedyny ze szkół średnich prezentowałem się na scenie. Tak się stresowałem, plus, było mi strasznie zimno, co spowodowało, że na scenie zająknąłem się kilka razy. Ostatecznie powiedziano mi, że mam zadatki na aktora… No sam nie jestem do tego przekonany, ale było mi miło. Po wierszach był czas na opowiadania, ale to już nie moja bajka.

Choć drugie miejsce, to dla mnie i tak zwycięstwo.

Wybaczcie jakość zdjęcia.

Apokalipsa

Bez serca stwórzmy człowieka,
Co wszystkie latarnie gasić będzie
I w klosze lamp,
cały deszcz łapać zacznie.

On z ziemi wszystkie ziarna powybiera,
I korony z jabłoni pościąga.
Zwierzęta domowe dzikości nauczy
A dzikie zje lub najpierw utuczy.

Ptaki od dzisiaj to przyziemne stworzenia.
A on sam na wyrwanych skrzydłach,
W góry poleci.
Na samym szczycie fortecą się obtoczy.

Teraz siedzę tak samotny.
Tam gdzie wiatr zagłusza płacz
A światło słońca jest tu zimne.
Boże! Zwróć mnie na ziemię!

Jestem tylko wybrykiem natury,
Przez diablich tworzony!
Choć ogona poskąpiono
To rogów mam widzialny ślad.

Gdy każdy zmierzał na swój trakt,
Ja dywan kamieni mu usłałem.
Gdy ktoś podupadł pod mym butem,
Nie spojrzawszy w niebiosach błądziłem.

Jam jest końcem swego świata!
Rozdarty na niezliczone części,
Pozbierać się nie potrafię!
Boże! Przywróć mi w siebie wiarę!

Schowajmy zaraz serce człowieka!
Co już lamp nie chce gasić.
On ma zamiar dziś powrócić,
Na matczyne łono.

Schowajmy je głęboko!
Pod Tartarem! Za Nilfheimem!
Niech przejdzie piekieł setki pięter.
Tam go boscy nie usłyszą.

Słyszę jak me ciepło bije!
Tętno z większą siłą i krzykiem woła.
Zaraz będę!
Czekaj moja miła…



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

nineteen + fifteen =