Mówiła mi
Kochaj.
Więc kochałem.
Mówiła mi
Ufaj.
Tak też ufałem.
Mówiła mi
W kłótni nie zostawiaj.
Więc i to obiecałem.
Kłamała mi
Kochaniem.
Ślepo wierzyłem.
Nie mówiła mi
O problemie.
Dlatego nie wiedziałem.
Gdy mówiła mi
Spierdalaj.
Dalej walczyłem.
Odebrała mi
Apetyt.
Długo nie jadłem.
Odebrała mi
Chęci.
Mało pisałem.
Ukradła mi
Sen.
Wspomnień się bałem.
Zniszczyła mi
Wiarę.
NieMiłością ją nazwałem.
Powiedziała mi
Czekaj.
Więc jak głupi
Żywię nadzieję,
Jak dureń wśród pogan
W zabobony wierzę.
Choć krucho,
Niestabilnie
A jednak mocno w głowie
Utkwione świadczenie.
Że gdy powie,
Szczerze lub kłamiąc,
Chętnie tudzież zmuszonym głosem,
Ze łzami, krzycząc,
Szeptem albo śpiewem,
Tym samym,
Przy którym zasypiać mogłem,
Wróć.
I pomimo setki głosów,
Ostrzeżeń ptaków
Przed burzą uciekających,
Wrócę.
Obok przystanę
I nieMiłości pozwolę
Na to,
Że kiedyś znów się zranię.



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

5 + 18 =