Wstajesz rano
I chłód cię otacza.
Jakby uścisk ducha,
Mocny i nierozerwalny.

Towarzyszy ci
Aż pod ciepły prysznic.
Chwila ulgi,
Chwila relaksu.

Nagle mróz daje o sobie znać.
Atakuje znienacka,
Niczym stado wilków
Za czasu zimowej nocy.

Pragniesz go zgubić
I bukiet ognia do siebie przytulić.
Pomimo, że na ziemi,
To jak w Nilfheimie utknąwszy.

Tylko oczu nie zamykaj!
Tylko proszę… n nie zasypiaj!
Możesz już nie wstać,
I sam upiorem… sam ludzi ściskać!


Zapytałem dziś Natalki, co było jej pierwszą myślą, gdy rano się obudziła. Powiedziała, że było jej zimno. No i tak więc powstał ten wierszyk. W sumie mi też codziennie towarzyszy chłód.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dziewięć + jeden =